- Tak, dobry kaprys zmyli nawet najprzebieglejszego gestapowca - kombinował Józek - zaczniemy od kaprysu z bucikami… i już po chwili przymierzał całkiem eleganckie jak na tę część Europy obuwie:

„sklepy były równie dobrze zaopatrzone, jak w Londynie, a lepiej niż we Włoszech. Następnego dnia po przyjeździe do Warszawy poszedłem z moim „aniołem stróżem” kupić buty. Dano mi do wyboru ze dwadzieścia par; wybrałem jedną z nich i zapytałem o cenę. Cena wynosiła 4250 zł. Zapłaciłem bez oddawania jakiś kuponów. Sprzedawca zwierzył się, że Niemcowi musiałby sprzedać po cenie oficjalnej, czyli za 56 zł, więc powiedziałby, że żadnych butów nie ma (…)”.

- Straszne, potworne… życie w takiej gospodarczej fikcji – zadręczał się Józef. Jego myśli pobiegły w stronę biednych ludzi, których wciągu ostatnich kilku dni poznał osobiście:

„Mąż mojej czasowej gospodyni, przebywał od 1939 roku w niewoli, ona, lekarka zatrudniona w jakiejś instytucji medycznej (…) zarabiała 450 zł miesięcznie. (…) Moja gospodyni dostawała tylko 200 zł od podziemia, tyle, ile mogli zapłacić za jej usługi, tak więc aby wyżyć, musiała wyprzedać się z części dobytku. W ciągu mojego krótkiego pobytu stwierdziłem zniknięcie dywanu, a srebro i porcelana zostały żałośnie przetrzebione”.

- Ciekawe jak długo musiałaby odkładać na moje buty? Józef próbował to szybko przeliczyć, ale nie szło mu to składnie, bowiem z natury był raczej humanistą. Żeby przekonać się o okropnościach okupacyjnej ekonomii, postanowił odwiedzić restaurację. Był to oczywiście kaprys, ale jak wiemy kaprysy Józefa miały tę cudowną właściwość, że myliły gestapo, a to było w tym momencie najważniejsze:

„Podobny system działał w polskich restauracjach. Niemal wszystkie lepsze przedwojenne zarekwirowali Niemcy. Jedzenie dawano tam ohydne, ale po cenach kontrolowanych. Już w roku 1940 Polacy zaczęli otwierać własne restauracje (…) Były drogie, ale utrzymane na poziomie niewiele niższym od przedwojennego (…)”.

- Nie jest lekko, ale da się jakoś przeżyć w tej gospodarczej fikcji, myślał Józek, lejąc w gardło kolejną pięćdziesiątkę „niewypowiedzianego zła”. Przekonał się wkrótce, że dobrze się stało, że po raz kolejny zaufał swojemu kaprysowi:

„Byłem zaledwie parę dni w Warszawie, ale tak dbano o moje incognito, że wyobrażałem sobie, iż tylko małe grono wtajemniczonych wie, że tu jestem. Tymczasem w czasie obiadu w restauracji usłyszałem nagle męski głos od sąsiedniego stolika: „Czy wiecie, że Retinger przyjechał z Londynu trzy dni temu”.

- Jestem spalony, analizował na chłodno Józek. Gestapo wie, miasto też wie. Co robić? Musi być przecież jakieś miejsce, w którym mogę wytchnąć, poczuć się bezpiecznie. Józek wziął trzy głębokie wdechy, przedzielając je porcjami „niewypowiedzianego zła” i pomyślał, że raz jeszcze musi zdać się na zmylający (tym razem już nie tylko gestapo) kaprys

Lokalizacja

Kraków, Prądnik Biały

Formy dostawy

  • Przesyłka kurierska - przedpłata 14,00 zł
Oferta: 0741c89a-cbda-4171-bd8b-e1f7c7100b83