stwierdziłem, że najlepiej byłoby, gdyby ta proza spróbowała obronić się sama. Nie pozostało mi nic innego jak sięgnięcie po powieść, której nie czytałem, a z którą Nienacki wiązał duże nadzieje i uważał ją za najwybitniejszą w swojej twórczości, czyli po „Dagome iudex”.
Wikipedia twierdzi, że została ona przyjęta przez krytyków i felietonistów milczeniem i niemal niezauważona przez czytelników. Przyczyn tego stanu rzeczy szukano w braku gotowości czytelników na eksperymenty obyczajowe i gatunkowe (mało znane wtedy fantasy), kiepską jakość papieru dwóch pierwszych tomów, spóźniony druk tomu trzeciego. Splot niekorzystnych okoliczności miał również polegać na tym, że w latach 1989-90 księgarnie zalała fala literatury faktu, a do tego trendu pornograficzne średniowieczne fantazje miały się mniej więcej tak jak akwamaryna do dupy Maryni.
Nie była to jedyna nieudana próba lokowania tego produktu. Tak dalszy ciąg zmagań opisuje wikipedia:
„Pomimo dużego nakładu pierwsze wydanie Dagome iudex okazało się fiaskiem.
Już po śmierci Zbigniewa Nienackiego wdowa po pisarzu, Helena Nowicka, postanowiła własnym sumptem wznowić powieść, co nastąpiło w roku 1994 lub 1995. Świadoma wartości literackiej dzieła, ale zrażona niepowodzeniem pierwszego wydania, podjęła decyzję o zmianie tytułu na "Historia sekretna" i nie ingerując w treść opublikowała powieść w założonym przez siebie w tym celu wydawnictwie "Domina". Powieść ukazała się, tak jak pierwowzór, w trzech tomach. W wyniku braku jakichkolwiek działań marketingowych oraz braku zainteresowania księgarzy, drugie wydanie zakończyło się jeszcze większym fiaskiem niż pierwsze”.
Śmierć pisarza nie okazała nie ożywiła czytelniczych sentymentów na tyle, by pociągnąć sprzedaż. Opakowanie produktu w nowy tytuł także nie przyniosło oczekiwanego efektu. Myślę, że także od tych wydawniczych klęsk miały ocalić Nienackiego duchy, które go nawiedziły w powieści Radoryskiego…
Żeby było jasne – nie przeczytałem całej trylogii, a jedynie dwa pierwsze tomy. Nie będę się wgłębiał w duperelne szczegóły, które wyciągali niektórzy detaliczni krytycy twierdząc, że w średniowieczu nie noszono kalesonów. Nie będą tego czynił bowiem i Michał Radoryski podsypał nieco karmy takim sępom, którzy mogą do niego strzelać dopóki nie opróżnią krytykanckiego rewolwerowego magazynka.
Przejdę do spraw zasadniczych. Nienackiemu wydawało się, że napisana przez niego trylogia będzie wielkim dziełem o sprawowaniu władzy. Mało tego, wyobrażał sobie, że tak jak Dagome zawładnie kolejnymi plemionami i obszarami, by zbudować swoje państwo, tak Nienacki zawładnie czytelnikiem i wykreuje nowy segment rynku wydawniczego. Pomysł był prosty, należało podrasować, treść książki która PRL-owskiej racji stanu stała na półce z książkami w większości domostw, czyli „Starą baśń”.
Nienackiemu marzyła się prawdziwie ostra jazda. Nie chciał on wiecznie tuningować swoich „Samochodzików”, bo wymyślił sobie, że prawdziwym literackim paliwem będzie wysokooktanowa pornografia. Pierwszy tom jego przedpiastowskiej powieści realizuje ten koncept bezlitośnie beznadziejne. Możemy być pewni, że każdy zalążek fabuły jest początkiem kolejnej narracyjnej pętli, która na pewno znajdzie swój koniec (tu użyję terminologii golfowej) w jakimś dołku. Myślę, że takie właśnie były wyobrażenia Nienackiego o sprawowaniu pełni władzy, był on bowiem w swym literackim zapale konsekwentny aż do bólu. Możemy być pewni, że główny bohater przypieczętuje każdy etap swej państwotwórczej działalności, znalezieniem jakiegoś kolejnego nieeksplorowanego fabularnie otworu, obiecującego jego prąciu choć namiastkę ekscytacji (może z wyjątkiem dziupli gniazda dzikich pszczół). Aż dziw, że do tego eposu tak nieśmiało sięgają tak zwani turbolechici, bowiem Dago (główny bohater) musiał korzystać z turbo napędu, skoro potrafił się szczycić ukończeniem siedmiu ślizgów w ciągu nocy.

Lokalizacja

Kraków, Prądnik Biały

Formy dostawy

  • Przesyłka kurierska - przedpłata 14,00 zł
Oferta: 2d5cc58a-bf62-4bc7-953b-6b220db86582